Wspólnota przez prawie 50 lat była związana z parafią św. Anny na wrocławskim Oporowie. Jej tzw. modlitwy uwielbienia przyciągały setki wiernych nie tylko z Polski. Po sygnałach o nadużyciach kuria zarządziła kontrolę, której raport, jak podaje "Wyborcza", przyniósł "niepokojące wnioski" dotyczące manipulacji i przemocy psychologicznej.
Kontrola we wspólnocie Agalliasis. Eksperci wzięli pod lupę jej działalność
Decyzję o prześwietleniu grupy podjął arcybiskup Józef Kupny po tym, jak do kurii zaczęły docierać informacje o dziwnych zachowaniach liderów. Specjalna pięcioosobowa komisja, w skład której weszli między innymi psycholog, prawnik, biblista oraz specjalista od prawa kanonicznego, badała sprawę przez dwa miesiące.
Eksperci analizowali nagrania z nauk, rozmawiali z obecnymi i byłymi członkami oraz czytali ich świadectwa. Ich zadaniem było "zweryfikowanie niepokojących informacji dotyczących pewnych aspektów funkcjonowania Wspólnoty, które przez ostatni czas napływały do Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej" – wyjaśnił arcybiskup.
Po kontroli swoich wysłanników arcybiskup zarządził, aby zostało "przeprowadzone zostało nabożeństwo pokutne". I tyle. Czym zawinili liderzy i wierni, iż musiał skorzystać z aż tak radykalnych środków, po których mogą się nie pozbierać?
Metody sekciarskie i manipulacja. Co się działo we Wrocławiu?
Wyniki prac komisji pokazują, iż wspólnota była "radosna" tylko z nazwy. Liderzy Agalliasis mieli stosować techniki psychomanipulacji, takie jak początkowe "osaczanie miłością" nowych osób, a następnie wymaganie od nich bezwzględnego posłuszeństwa. "Gazeta Wyborcza" cytuje raport, z którego wynika, iż członkom grożono n "karą proroka" za niepodporządkowanie się liderom.
Zarzuty dotyczą także ingerowanie w życie prywatne i intymne wiernych. Wewnątrz grupy dochodziło do "negowania wartości ciała". Liderzy mieli wywierać nacisk na wybór małżonków, a choćby decydować o kolejności zakładania rodziny, głosząc niebiblijną zasadę "najpierw dzieci, potem małżeństwo".
Ksiądz profesor Andrzej Kobyliński wprost ocenił na łamach "Wyborczej", iż we wspólnocie stosowano "metody sekciarskie". "Agalliasis była bardziej zielonoświątkowa niż katolicka, m.in. praktykowano w tej grupie religijnej zielonoświątkowe rozumienie prorokowania, które nie musi podlegać jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli" – przyznał.
A to stanowi "inne podejście niż w Kościele katolickim", gdzie proroctwa i inne doświadczenia duchowe są weryfikowane. Raport wskazuje również na brak przejrzystości finansowej i kontrolowanie finansów członków wspólnoty przez fundację DOXA.
Rozpad Agalliasis i msza pokutna. Co się stało z członkami wspólnoty?
Po ujawnieniu skandalu i próbach naprawy sytuacji przez kurię, wspólnota ostatecznie się rozpadła. "Wyborcza" napisała, iż "znaczna część wspólnoty wraz z animatorami opuściła Agalliasis i założyła nieformalną grupę", która odcięła się od diecezji.
Buntownicy działają teraz po prostu jako DOXA (np. na YT są jako "DOXA Worship d. Agalliasis") lub Rodzina. Biskup Maciej Małyga alarmuje jednak, iż te osoby znajdują się w tej chwili w sytuacji "niepełnej i mocno zranionej jedności z Kościołem".
Tylko niewielka część wiernych zdecydowała się pozostać pod skrzydłami wrocławskiej kurii. w tej chwili przechodzi "proces naprawczy" w parafii przy ul. Bajana. Duchowni zaangażowani w sprawę unikają komentarzy, bo chcą chronić prywatności osób, które czują się skrzywdzone wieloletnią działalnością swoich liderów.

1 dzień temu

















