Może chodzi o to, żeby rzucić się w przepaść tej ciszy z odważną nadzieją, iż ktoś jednak na końcu cię złapie? Żeby nie przestać wołać – z pełnym szacunkiem dla własnych wątpliwości?
Tekst stanowi pierwszy odcinek wielkopostnego cyklu „Wiara w pęknięciach” – zatrzymania przy ważnych pytaniach bez łatwych odpowiedzi. Odcinki ukazywać się będą w kolejne niedziele Wielkiego Postu.
Jest wiele cisz. Są cisze small-talkowej niezręczności, w których zastanawiasz się intensywnie, co powiedzieć, żeby podtrzymać rozmowę. Są cisze bezsilności, w których w zasadzie nie da się już nic więcej dodać. Są też cisze pełne pokoju, na które pozwolić sobie mogą dobrzy przyjaciele.
To nie była żadna z tych cisz.
Ta, z którą zderzał się Habakuk, była milczeniem rozdzierającym serce, spędzającym sen z powiek, wyniszczającym wszelkie fundamenty dotychczasowych sensów. Była milczeniem Boga.
Bóg milczy, świat płonie
O tym proroku wiadomo niewiele. Prawdopodobnie żył u schyłku istnienia Królestwa Judy – w epoce naznaczonej niesprawiedliwością, bezprawiem, kultem obcych bóstw i coraz wyraźniej rosnącym zagrożeniem ze strony Babilonu.
WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
W tych właśnie okolicznościach Habakuk wykrzykuje: „Jak długo, Panie, będę Ciebie błagał, a Ty nie wysłuchujesz? Będę głośno wołał: krzywda mi się dzieje! – a Ty nie ratujesz?” (Ha 1,2)[1].
Myślę, iż na widok tego zdania ci, którzy poznali to wołanie na własnej skórze, poczują znany sobie ścisk w żołądku. „Jak długo, Panie”, jak długo można czekać? Czy naprawdę nie widzisz, co tu się dzieje? A może widzisz, ale nic Cię to nie obchodzi? „Gdziekolwiek spojrzę – widzę gwałt i przemoc, muszę doświadczać zawiści i sporów. Także prawo stało się bezsilne, nikt się nie liczy ze sprawiedliwością” – powie dalej prorok (Ha 1,3b-4a). W innym[2] tłumaczeniu zabrzmi to jeszcze dosadniej: „człowiek bezbożny zniewala sprawiedliwość” (Ha 1,4a).
„Lepiej myśleć, iż Bóg jest bezsilny czy iż jest okrutny?” – zapytał mnie kiedyś znajomy. Nie wiem, na co się wtedy zdecydował. Którakolwiek z tych dwóch opcji by to nie była, wciąż myślę, iż zachowały się w niej strzępy wiary; wołanie Habakuka otwiera bowiem, jak mi się zdaje, przestrzeń na pytanie jeszcze bardziej fundamentalne: a co jeżeli po drugiej stronie jest tylko pustka?
Jak długo można wrzeszczeć do ciszy, żeby uznać, iż nikogo w niej nie ma? I iż nigdy nikogo nie było? Jak mocno trzeba być dotkniętym tym ogołacającym milczeniem Boga, żeby zanegować w sobie wszystkie dotychczasowe Jego doświadczenia? A co, jeżeli wołam w ciemność, w otchłań, w której krzyk może tylko zginąć, zmienić się w coraz bardziej słabnące echo, daremnie czekające na odpowiedź?
Maja Lidia Kossakowska opisała w książce „Siewca Wiatru” niebo, z którego odszedł Bóg. Bohaterami jej opowieści są aniołowie, którzy robią wszystko, żeby nikt tej nieobecności nie zauważył. Całkiem dobrze im to wychodzi. Tam, w fantastyce. Ale w życiu… przecież nie da się tej nieobecności nie zauważyć. Nie da się nie zauważyć tej ciszy. „Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał? Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze?” – zawoła psalmista (Ps 13,2). Nie jest to więc doświadczenie jednostkowe.
- Zbigniew Nosowski
Szare, a piękne
Cisza Boga wybrzmiewa tym głośniej, im bardziej zestawia się ją z zadaniami stojącymi przed porządnymi chrześcijanami. „Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” – zachęca św. Piotr (1P 3,15). A co, jeżeli nadziei w sercu jest ledwie na jeden krok, a z każdym dniem Bożego milczenia argumenty, które miałyby ją uzasadniać, bledną i marnieją? A jeżeli sam Bóg pozbawia cię wszelkich uzasadnień – jak pozostać wtedy porządnym chrześcijaninem?
Zapomnieliśmy o drżeniu
Bóg jednak ostatecznie odpowiada. I to jak! Zapewnia On Habakuka, iż zna moralne zepsucie swojego ludu i zapowiada, iż posłuży się… wojskiem babilońskim jako narzędziem sądu. Pozwoli, żeby budzące grozę imperium uderzyło w Izraela i „pochłonęło” go jako konsekwencję niesprawiedliwości i popełnianego zła.
Serio? (Na marginesie, wcale nie tak mało osób powiedziało mi już, iż „serio?” bywa czasem ich jedyną modlitwą). Jest to wprawdzie jakieś rozwiązanie Habakukowej sytuacji – ale przecież, na Boga, nie o to chodziło.
„Czy nie istniejesz odwiecznie, Panie, Boże mój, Święty? My nie chcemy ginąć! Wezwałeś go, Panie, by dokonał sądu, powołałeś, by wymierzył karę. Oczy Twoje zbyt czyste, by zła nie dostrzegły! Ty nie możesz bezczynnie patrzeć na udrękę!” (Ha 1, 12-13) – woła prorok… a nim przecież tak wielu z nas. W ciszy naszych mieszkań, kiedy reszta domowników już dawno śpi, przy łóżkach szpitalnych, w drodze do pracy w zimne poranki, pod prysznicem, który skutecznie maskuje spływające po policzkach łzy – „jeśli jesteś dobrym Bogiem, dlaczego wybierasz takie metody?”.
„Zapomnieliśmy o drżeniu” – przeczytałam niedawno na instagramowym profilu @brightmindset. „Głosimy bezpiecznego Boga. Wystarczająco małego, żeby był dla nas zrozumiały. Ale Bóg na tyle mały, by Go zrozumieć, nie jest na tyle wielki, by Go czcić […] Bojaźń Boża to drżenie duszy, która w końcu rozpoznaje, iż staje wobec czegoś niebezpiecznego. Pięknego. I dzikiego”.
Co jeżeli nadziei w sercu jest ledwie na jeden krok, a z każdym dniem Bożego milczenia argumenty, które miałyby ją uzasadniać, bledną i marnieją? A jeżeli sam Bóg pozbawia cię wszelkich uzasadnień – jak pozostać wtedy porządnym chrześcijaninem?
Agata Kulczycka
Być może to jedno z najważniejszych zadań, przed którym stanął Habakuk? Być może jest to jakieś zadanie na Wielki Post – szczególnie wtedy, kiedy Bóg przestaje pasować do starych definicji – żeby uznać, iż Bóg jest kadosz, zawsze „inny” niż to, co o Nim myślimy? Zawsze większy, potężniejszy, bardziej nieokiełznany, pomieszczający wszelkie sprzeczności? Że Bóg jest Bogiem, którego świętym prawem jest mówić i milczeć kiedy zechce, dać i zabrać życie, poruszyć góry i oceany, posłużyć się i św. Pawłem, i Nabuchodonozorem?
„A więc on jest groźny?” – pyta o Aslana Łucja w „Lwie, Czarowniku i Starej Szafie”. „Groźny?” – odpowiada pan Bóbr – „Nie słyszałaś, co powiedziała moja żona? Oczywiście, iż jest groźny. Ale jest dobry”.
Polubić same pytania
Być może Biblia pozwala więc czytelnikom towarzyszyć Habakukowi w niezwykłym momencie: w którym jego teologia zaczyna pękać jak cienki lód pod stopami, bo to, co dotychczas wiedział o Bogu, przestaje wytrzymywać ciężar doświadczenia. „Stanę na warcie, pójdę na miejsce czuwania, żeby usłyszeć, gdy przemówi do mnie – na moją skargę odpowie” – stwierdza prorok (Ha 2,1). Księga nie mówi, ile czasu spędził na oczekiwaniu na odpowiedź. Kilka sekund? Godzin? Dni? Miesięcy? Ile można nosić w sobie tak fundamentalne pytania?
Podziwiam Habakukową odwagę. Przypomina mi on w tym zresztą św. Tomasza apostoła, którego z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów wielu nazwało „niewiernym”. Niewierny, bo zadaje pytania o zmartwychwstanie? Niewierny, bo to, co słyszy, nie zgadza się z jego doświadczeniem? Niewierny, bo jako jedyny miał odwagę, żeby w ogóle wyjść z pokoju (dlatego nie było go, kiedy Jezus przyszedł do apostołów po raz pierwszy), podczas gdy reszta jego kolegów chowała się „z obawy przed Żydami”?
„Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” – zapyta Tomasz w innym miejscu, kiedy Jezus opowiada uczniom o drodze do Domu Ojca. Inni z pewnością nie dopytywali, bo doskonale rozumieli, o czym Jezus mówił… Akurat.
Zarówno Tomasz, jak i Habakuk, to dla mnie mistrzowie wiary pełnej pytań. „Absolutyzowana wartość zmienia się w fanatyzm” – usłyszałam ostatnio na szkoleniu z logoterapii. Absolutyzowana duchowość – taka, której człowiek za wszelką cenę nie kwestionuje, nie stawia jej pytań, nie pozwala jej się rozpaść i przebudować, a dzięki temu dojrzeć – staje się religijnym fanatyzmem.
- Wiesław Dawidowski OSA
- Damian Jankowski
Leon XIV. Papież na niespokojne czasy
Tomasz i Habakuk wytrzymują z pytaniami. Trochę jak u Rilkego, który w „Listach do młodego poety” zachęca: „Chcę Pana, mój drogi, prosić, by był Pan cierpliwy wobec wszystkiego, czego nie potrafi rozwiązać Pańskie serce, i by spróbował Pan polubić same pytania”.
Habakuk staje na warcie, oczekując Bożej odpowiedzi wobec swoich pytań; odpowiedzi, której nadejście wcale nie jest gwarantowane.
Obietnica bez ulgi
„Zapisz widzenie, wyryj na tablicach, tak aby każdy mógł łatwo je odczytać! To widzenie dotyczy przyszłości i wypełni się, bo nie jest złudzeniem. jeżeli się spóźnia, oczekuj go” – odpowiada w końcu Bóg (Ha 2,2-3a). Boża odpowiedź jest zaskakująco prosta: Babilon nie jest „nietykalny”. Przyjdzie dzień, w którym i ten naród upadnie. To, iż Bóg dopuszcza działanie tak pełnej przemocy potęgi, nie znaczy, iż ją usprawiedliwia. Każdy naród stanie w końcu przed Jego sądem – także ten, który dziś pożera innych.
Czy ta Boża odpowiedź jest wygodna? To przecież wspaniale, iż Babilon upadnie, ale… to znaczy, iż upadnie on po tym jak napadnie i podbije Judę, czy może jednak udałoby się wcześniej? Innymi słowy: pocieszająca to myśl, iż ciemiężyciel kiedyś dostanie za swoje; nie pociesza jednak wcale perspektywa, iż wcześniej Bóg posłuży się ciemiężycielem do podbicia i oczyszczenia swojego narodu. Habakuk, jak się zdaje, ma okazję po raz kolejny doświadczyć starej jak świat prawdy: jeżeli zadajesz Bogu pytanie, istnieje ryzyko, iż nie odpowie On tak, jak chcesz.
Prorok prosi więc Boga, by obietnica spełniła się jak najszybciej: „Ujrzałem, Panie, Twoje dzieło. Spraw, by się spełniło w nadchodzących latach, daj nam je poznać w jak najbliższym czasie, a gdy się gniewasz, wspomnij na swe miłosierdzie!” (Ha 3,2). Maluje obraz potężnego, budzącego drżenie objawienia się Boga jak na górze Synaj.
Habakuk opowiada o przyszłej klęsce zła jako o nowym Eksodusie. Bóg, który miał moc, żeby stoczyć zwycięską walkę z armią faraona, znów osądzi bezbożnych. Faraon staje się figurą przemocy wpisanej w logikę imperium: archetypem tych wszystkich potęg, które żyją cudzym kosztem. W tej perspektywie Babilon, który w tej chwili zagraża Judzie, nie jest wyjątkiem, tylko kolejną odsłoną tej samej historii.
Słuchaj też na Youtube, Apple Podcasts i w popularnych aplikacjach podcastowych
I choć to piękna wizja, prorok nie ucieka od tego, co ma w duszy: „Gdy to usłyszałem, struchlało we mnie serce, na ten głos zadrżały moje wargi, trwoga przeniknęła me kości, nogi ugięły się pode mną” (Ha 3,16a). No bo… czy Bóg wysłucha jego błagania? „Spokojnie jednak czekam na dzień klęski, która spadnie na lud, co nas gnębi” – kontynuuje Habakuk (Ha 3,16b). A jednak pytanie o to, co będzie z Judą, mimo wielkiego wyznania wiary i deklarowanego spokoju, prawdopodobnie pobrzmiewa mu z tyłu głowy.
Miłość choćby w piekle
Nie ma w Księdze Habakuka więcej Bożych odpowiedzi. I mimo iż wielu z nas (ja na pewno) chciałoby pewnie, trwając przy Habakuku, Bożej interwencji i zapewnienia, iż Judzie nie stanie się żadne zło, przecież wiadomo, iż historia potoczyła się inaczej. Wojska babilońskie ostatecznie podbiły Judę i zburzyły Świątynię Salomona w 586 roku p.n.e. Dopiero w niewoli babilońskiej rozpoczął się powolny proces nawrócenia Judejczyków.
Być może ta właśnie wiedza sprawia, iż jeszcze mocniej wybrzmiewa ostatnia zapisana w księdze modlitwa proroka: „Chociaż figowiec nie kwitnie i nie ma co zbierać w winnicach; chociaż oliwki nie mają owoców, pola uprawne nie dają żywności; choć w owczarniach pusto, brak owiec i nie ma wołów w zagrodach – ja mimo to będę się radował w Panu i weselił się w Bogu, moim Zbawcy” (Ha 3,17-18).
Czy gdyby Habakuk wiedział, jak potoczy się historia Judy, modliłby się inaczej? Nie wiem. Słyszałam jednak, na przykład, o absolutnym szaleńcu, bracie Wawrzyńcu od Zmartwychwstania, przywołanym ostatnio na łamach naszego portalu przez Mateusza Filipowskiego OCD. Wawrzyniec, będąc w doświadczeniu swojej nocy ciemnej przekonany, iż jest przeznaczony do wiecznego potępienia, nie zrezygnował z miłości do Boga, twierdząc, iż Bóg jest godzien miłości choćby w piekle. Być może Habakuk zrobiłby to samo?
A może to wiara?
Czy rozumiem milczenie Boga? Czy rozumiem Jego – zupełnie mnie niezadowalające – odpowiedzi? Czy umiem rozpoznać, co jest wynikiem Jego postanowień, a co jest skutkiem ludzkich wolnych wyborów?
Bynajmniej.
Wracam jednak raz jeszcze myślą do pierwszych wersów Księgi Habakuka: „Jak długo, Panie, będę Ciebie błagał, a Ty nie wysłuchujesz? Będę głośno wołał: krzywda mi się dzieje! – a Ty nie ratujesz?” (Ha 1,2).
Wracam tam z przekonaniem, iż wołanie Habakuka to wyraz… wielkiej wiary. Pytanie „jak długo jeszcze” zadaje się przecież wtedy, kiedy wierzy się, iż ktoś słucha. Kiedy wciąż ma się w sobie okruch nadziei.
Może o to właśnie chodzi? Żeby nie przestać wołać? Żeby mimo złości i niezrozumienia kurczowo uchwycić się tego, co Bóg objawił o sobie w swoim Synu?
Może chodzi o to, żeby rzucić się w przepaść tej ciszy z odważną nadzieją, iż ktoś jednak na końcu cię złapie? Żeby nie przestać wołać – z pełnym szacunkiem dla własnych wątpliwości? Żeby zauważyć pytania, które w tobie powstają, wytrwale szukać na nie odpowiedzi, a jednocześnie przyjąć, iż wobec Bożej ciszy wciąż możesz wierzyć w Jego dobroć?
Tekst stanowi pierwszy odcinek wielkopostnego cyklu „Wiara w pęknięciach” – zatrzymania przy ważnych pytaniach bez łatwych odpowiedzi. Odcinki ukazywać się będą w kolejne niedziele Wielkiego Postu.
[1] Fragmenty biblijne pochodzą z tłumaczenia Biblii Edycji św. Pawła
[2] tłum. Biblia Pierwszego Kościoła
Przeczytaj też: Bóg obecny, szukający i milczący

2 godzin temu












![„Nazwał mnie małpą”. Skandal po meczu Realu Madryt. Vinicius oskarża, Prestianni zaprzecza [WIDEO]](https://images7.polskie.ai/images/1625/37601311/fbc6051bb704eec2d97824aa72f974a0.jpg)



