Para rozmawia przy kawie na schodach przed nowoczesnym domem. Wspólnie spędzają czas, ciesząc się swoją bliskością.
Rozmowa o śmierci z mężem lub żoną? Cóż za dziwny pomysł! Zwłaszcza gdy niedawno wzięliśmy ślub, doczekaliśmy się dziecka albo właśnie snujemy wspólne plany, mając przed sobą całe życie. Według badania przeprowadzonego w 2024 roku przez OpinionWay na zlecenie Préviseo Obsèques śmierć pozostaje tematem tabu dla 71 proc. Francuzów. A jednak, co może wydawać się paradoksalne, 70 proc. przyznaje, iż myśli o własnej śmierci lub śmierci swoich bliskich.
Dlaczego więc tak trudno poruszyć ten temat z osobą, z którą dzielimy życie? Odpowiedź bywa bardzo prosta. „Nie chcę wyobrażać sobie dnia, w którym ja albo Pierre będziemy musieli żyć bez drugiego. Dlatego wolę o tym nie rozmawiać. Poza tym nie bardzo wiem, jak miałabym zacząć” – mówi 35-letnia Aurore.
To zrozumiałe. Jak poruszyć taką kwestię, nie przerażając ukochanej osoby? Czy trzeba czekać na chorobę albo starość, żeby zacząć o tym rozmawiać?
O śmierci warto rozmawiać, póki jesteśmy młodzi i zdrowi
„Żyjemy w społeczeństwie, które wypiera śmierć. Dlatego nie poruszamy tego tematu albo robimy to bardzo rzadko” – ubolewa 82-letnia Odile Macchi, współprowadząca spotkania dla wdów i wdowców w centrum duchowym Massabielle, działającym na terenie diecezji Pontoise.
Szczególnie dziwi ją, iż tak rzadko mówi się o tym podczas przygotowania do małżeństwa. Narzeczeni są zachęcani do refleksji nad swoim zobowiązaniem, sposobem komunikowania się, miejscem dzieci w rodzinie czy podziałem obowiązków. Perspektywa utraty osoby, której obiecują wierność, zwykle pozostaje jednak poza obszarem tych rozmów. Co najwyżej przypomina się czasem przyszłym małżonkom, jak ważne jest, by każde z nich znało podstawowe sprawy administracyjne, którymi zwykle zajmuje się współmałżonek. Dzięki temu w razie jego śmierci druga osoba nie zostanie zupełnie bezradna.
Odkładany w nieskończoność temat często powraca nagle, gdy jedno z małżonków poważnie zachoruje. Zdaniem Odile Macchi warto jednak podjąć go znacznie wcześniej.
„Temat staje się jeszcze bardziej drażliwy, gdy jedno z małżonków jest w lepszym stanie zdrowia – zauważa. – Osoba chora może odebrać taką rozmowę jako brak wiary w swoje wyzdrowienie, jakby współmałżonek już uznał ją za skazaną na śmierć”.
Odile Macchi wie, o czym mówi. Sama została wdową w wieku zaledwie 35 lat. Miała wówczas czworo dzieci w wieku od 3 do 12 lat. Jej mąż zmarł na skutek nowotworu głęboko położonych węzłów chłonnych.
„Nigdy nie poruszyłam z nim tematu jego śmierci. Nie czułam się z tym dobrze. To on zaczął o tym mówić” – wspomina. Mąż, który starał się przewidzieć różne scenariusze, wykupił między innymi polisę zapewniającą dzieciom świadczenia finansowe aż do ukończenia przez nie 18. roku życia. Po jego śmierci to zabezpieczenie okazało się bardzo cenne.
„Trzeba przyjąć, iż śmierć prędzej czy później stanie się częścią naszego życia. Lepiej rozmawiać o niej, kiedy jesteśmy młodzi i zdrowi. I pozwolić, żeby zwyciężyło życie!”.
Również Madeleine Aubert bardzo wcześnie doświadczyła wdowieństwa. 31 października 1978 roku jej mąż zmarł na białaczkę. Miał zaledwie 35 lat, a ich czwarte dziecko przyszło na świat dwa miesiące wcześniej. Po 48 latach Madeleine wciąż dobrze pamięta tamten bolesny czas.
„Do samego końca miałam nadzieję na cud” – mówi.
Jej mąż zdobył się jednak na odwagę, by porozmawiać o swoim odejściu. Wskazał osoby, na których wsparcie będzie mogła liczyć po jego śmierci, i poprosił notariusza o uporządkowanie spraw majątkowych. Wybrał choćby fragment Ewangelii według św. Jana, z 15. rozdziału, który miał zostać odczytany podczas jego pogrzebu. Chciał, aby uroczystość odbyła się w duchu pokoju.
Powiedział jej również coś, czego nigdy nie zapomniała: po jego śmierci będzie mogła ponownie wyjść za mąż. Chciał w ten sposób dać jej do zrozumienia, iż jego odejście nie powinno uniemożliwić jej dalszego życia.
Madeleine ostatecznie nie wyszła ponownie za mąż, mimo zachęt ze strony niektórych bliskich. Po wychowaniu dzieci postanowiła poświęcić swoje wdowieństwo Bogu, wstępując do Wspólnoty Matki Bożej Zmartwychwstania (Fraternité Notre-Dame de la Résurrection).
Dziś żałuje jednak, iż nie porozmawiała z mężem o ich możliwej śmierci, kiedy oboje byli jeszcze zdrowi.
„Byliśmy młodzi, rozmawialiśmy o teraźniejszości i przyszłości” – wspomina. Z perspektywy czasu jest przekonana, iż taka rozmowa powinna odbyć się wcześniej. Uważa, iż małżonkowie powinni wspólnie zmierzyć się z tymi samymi pytaniami, zanim jedno z nich zostanie osłabione przez chorobę.
„Trzeba przyjąć, iż śmierć prędzej czy później stanie się częścią naszego życia. Lepiej rozmawiać o niej, kiedy jesteśmy młodzi i zdrowi. I pozwolić, żeby zwyciężyło życie!”.
Kiedy choroba utrudnia rozmowę
Między przekonaniem, iż warto rozmawiać o śmierci, a rzeczywistością małżeństwa zmagającego się z chorobą może jednak istnieć ogromna przepaść. Doświadczają tego 45-letni Élisabeth i Alexis, którzy od ośmiu lat mierzą się z tą sytuacją.
W 2018 roku lekarze zdiagnozowali u Alexisa raka nosogardła. Rokowania były złe.
„O śmierci rozmawialiśmy dość ogólnie w dniu, w którym lekarze powiedzieli Alexisowi, iż zostało mu najwyżej pięć lat życia. Minęło już osiem lat, a on wciąż walczy” – opowiada jego żona.
Kiedy dowiedział się o chorobie, Alexis po prostu wskazał jej miejsce, w którym chciałby zostać pochowany. Na tym rozmowa się skończyła. Od tamtej pory temat pozostaje bardzo delikatny.
„Oboje moich rodziców zmarło na raka, wiem więc, jak nagle może odmienić się życie. Śmierć nie jest dla mnie tematem tabu” – wyjaśnia Élisabeth. Chciałaby móc lepiej przygotować się na ewentualną śmierć męża, również ze względu na ich pięcioro dzieci w wieku od 6 do 14 lat.
„Mamy kilka nieruchomości. Myślę, iż gdyby Alexis odszedł, byłabym w stanie utrzymać rodzinę. Jednak samo poruszanie takich szczegółów bardzo go rani. Czasami ma wrażenie, iż już go grzebię” – ubolewa matka wielodzietnej rodziny.
„Jako chrześcijanin nie można bać się śmierci, a jednocześnie traktować jej jako tematu tabu”.
Alexis woli przygotowywać się na przyszłość w inny sposób. Zamiast rozmawiać o swojej nieobecności, chce jak najlepiej wykorzystać czas, który może jeszcze spędzić z najbliższymi. Podróże, poznawanie świata i gromadzenie radosnych wspomnień z dziećmi – tak radzi sobie z chorobą.
„Chcę zobaczyć świat, póki mam jeszcze na to czas, i stworzyć z dziećmi piękne wspomnienia. Nie chcę, żeby zapamiętały mnie jako ojca, który przez cały czas był chory i zgorzkniały” – wyznaje.
Ich historia pokazuje, iż nie ma jednego sposobu przeżywania myśli o śmierci. Dla jednych nazwanie swoich obaw i rozmowa o przyszłości przynoszą poczucie bezpieczeństwa. Dla innych sama perspektywa takiej rozmowy jest zbyt bolesna. Mówiąc o śmierci, trzeba więc uszanować tempo, lęki i milczenie ukochanej osoby.
Rozmowa o śmierci to także sposób na ochronę najbliższych
W przypadku Hélène i Quintina, obojga po czterdziestce, temat pojawił się w rozmowach po narodzinach ich pierwszego syna, osiem lat temu.
„Myślę, iż rodzicielstwo skłania do zadawania sobie takich pytań: co stanie się z twoim dzieckiem, kiedy cię zabraknie? Komu będziesz mógł je powierzyć?” – wyjaśnia Hélène.
Od tamtej pory mieszkająca w Paryżu para regularnie wraca do tego tematu. Dodatkowym impulsem była śmierć kilku ich rówieśników, którzy również mieli dzieci. Te doświadczenia sprawiły, iż możliwość przedwczesnego odejścia, którą zwykle wolimy od siebie odsuwać, stała się dla nich bardziej realna.
Hélène i Quintin nie żyją w ciągłym lęku, ale zdecydowali się podjąć pewne środki ostrożności, by zabezpieczyć dzieci, zwłaszcza pod względem finansowym i majątkowym. Zastanawiali się również, jak rodzic, który pozostanie przy życiu, mógłby pielęgnować pamięć o zmarłym współmałżonku, aby dzieci mogły dorastać ze świadomością jego obecności w rodzinnej historii.
To trudne pytania, ale nie uważają ich ani za makabryczne, ani za niestosowne.
„Śmierć jest częścią życia. Wiemy, iż wszyscy umrzemy, więc lepiej się przygotować, zanim spotka nas nieszczęście” – uważa Hélène. I dodaje: „Jako chrześcijanin nie można bać się śmierci, a jednocześnie traktować jej jako tematu tabu”.
Ich rozmowy nie ograniczają się jednak do kwestii praktycznych. Poruszyli także bardziej osobisty temat: możliwość ponownego ułożenia sobie życia przez tego z małżonków, który pozostanie przy życiu.
„Jeśli umrę, nie rezygnuj z szukania kogoś innego” – mówi Hélène.
Jej zdaniem oczekiwanie od współmałżonka, iż po naszej śmierci pozostanie samotny, byłoby przejawem egoizmu.
„Kochać kogoś oznacza również pragnąć, żeby potrafił na nowo odnaleźć szczęście, choćby jeżeli mnie już nie będzie” – wyjaśnia.
Do kwestii ponownego małżeństwa nawiązuje niekiedy również ks. Nicolas Troussel, proboszcz parafii Sainte-Jeanne-de-Chantal w XVI dzielnicy Paryża. Porusza ten temat podczas przygotowania narzeczonych do małżeństwa. Ich reakcją jest często zdziwienie.
Kiedy przyszli małżonkowie obiecują sobie miłość „na zawsze”, naturalnie wyobrażają sobie uczucie, które nigdy się nie skończy. Kapłan przypomina im wówczas, iż sakramentalny związek małżeński trwa przez całe ziemskie życie małżonków, a po śmierci jednego z nich drugie może zawrzeć kolejne małżeństwo.
„Ta perspektywa może zaskakiwać młodych zakochanych, ale skłania do zastanowienia się nad znaczeniem ich zobowiązania. Ich miłość jest powołana do tego, by znaleźć swoje dopełnienie w wiecznej miłości Boga. Nie oznacza to jednak, iż owdowiały małżonek jest skazany na samotność” – wyjaśnia kapłan.
Przygotowanie na śmierć to także przygotowanie do życia wiecznego
Ks. Nicolas Troussel przyznaje, iż temat śmierci wciąż zbyt rzadko pojawia się w duszpasterskim towarzyszeniu małżeństwom.
„Z duszpasterskiego punktu widzenia ważne jest, aby pomóc parafianom rozmawiać o śmierci, brać pod uwagę jej perspektywę i przygotować się na nią jako na ostatni etap życia” – podkreśla.
W jego parafii temat ten był podejmowany między innymi podczas kazań i konferencji poświęconych ustawie o końcu życia. Jednak poza kwestiami praktycznymi i debatami społecznymi chrześcijanie powinni zastanowić się także nad samym sensem śmierci. Nie jest ona bowiem wyłącznie ostatecznym rozstaniem. Choć wiąże się z ogromnym bólem, w perspektywie chrześcijańskiej jest przeżywana w świetle nadziei na zmartwychwstanie.
„Ważne, żeby rozmawiać o tym z wyprzedzeniem, traktując śmierć jako istotny wymiar życia, również w jego wymiarze duchowym” – podkreśla ks. Troussel. Przypomina, iż kres ziemskiego życia jest w wierze chrześcijańskiej także ostatnim etapem drogi ku spotkaniu z Bogiem.
Czy zatem naprawdę trzeba czekać na siwe włosy, chorobę albo wypadek, by odważyć się zapytać współmałżonka: „A gdyby jedno z nas jutro umarło?”.
Każde małżeństwo jest inne, ale jedno wydaje się pewne: nie chodzi o to, by próbować przewidzieć wszystko ani oswoić to, co niewyobrażalne. Taka rozmowa może jednak stworzyć przestrzeń wzajemnego zaufania, w której oboje będą mogli wyrazić swoje obawy, pragnienia i troskę o drugą osobę.
Rozmowa o śmierci nie oznacza rezygnacji ze wspólnie budowanej przyszłości. Być może jest wręcz przeciwnie: stanowi kolejny sposób, by nadać jej wartość, mając nadzieję, iż ostatecznie zwycięży życie.

17 godzin temu





![Papież Leon XIV: rywale w sporcie nie są wrogami [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/10/mid-epa13342968.jpg)











