Wojenny arcybiskup Krakowa ukształtował św. Jana Pawła II i stał się wzorem biskupiej odwagi. Jego świadectwo znajduje dziś uderzające echo w osobie arcybiskupa większego Światosława Szewczuka z Ukrainy.
Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: National Catholic Register/ks. Raymond J. de SouzaPhoto credit:
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
75 lat temu, 23 lipca 1951 roku, zmarł jeden z wielkich biskupów XX wieku. Bohaterskie świadectwo kardynała Adama Sapiehy nie należy jednak wyłącznie do przeszłości. Dziś odbija się ono echem w życiu jednego z najodważniejszych hierarchów XXI wieku, arcybiskupa Światosława Szewczuka, zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Zważywszy na zmieniającą się za życia Sapiehy geografię polityczną, można wręcz zaryzykować stwierdzenie, iż Szewczuk jest jednym z jego spadkobierców.
Kardynał Sapieha służył w archidiecezji krakowskiej przez 40 lat (1911-1951) – to najdłuższy pontyfikat w tysiącletniej historii tej diecezji (później archidiecezji). Był to czas najbardziej niełatwy i pełen cierpień, obejmujący dwie wojny światowe, krótki okres polskiej niepodległości, okupację przez nazistów (na terenie jego diecezji niemieccy naziści zbudowali obóz Auschwitz), a następnie przez Sowietów, którzy po II wojnie światowej narzucili stalinizację. Żaden inny biskup ze „skrwawionych ziem” – terytoriów między Berlinem a Moskwą – nie widział tak wielkiej rzezi.
Co roku w Krakowie, mieście Sapiehy, odbywa się trzytygodniowe Seminarium Tertio Millennio o Społeczeństwie Wolnym, prowadzone przez George’a Weigla. W tym roku, jak to często bywa, gościliśmy uczestników z Ukrainy, w tym osobę, której ojciec zginął podczas trwającej w tej chwili rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie.
Msza Święta na zakończenie seminarium tradycyjnie odprawiana jest w kaplicy zabytkowej rezydencji arcybiskupów krakowskich. Sprawuję tę Eucharystię już od wielu lat. Kaplica ta słynie przede wszystkim jako miejsce, w którym w 1946 roku kardynał Sapieha wyświęcił na kapłana Karola Wojtyłę. Choć dziś pamięta się o niej ze względu na Wojtyłę, przyszłego arcybiskupa Krakowa i biskupa Rzymu, w tym świętym miejscu na szczególną pamięć zasługuje właśnie Sapieha.
Podczas nazistowskiej okupacji Polski, Prymas Polski, kardynał August Hlond, udał się na wygnanie do Francji. Zapytany, co on sam zamierza zrobić, Sapieha odpowiedział krótko: „Zostaję”.
„Od dawna tradycją było, iż biskup krakowski pełnił rolę defensor civitatis – ostatecznego obrońcy miasta, jego obywateli i ich praw – w linii biskupiego heroizmu sięgającej XI wieku i męczeństwa św. Stanisława z rąk króla Bolesława Śmiałego” – napisał Weigel w swojej książce Miasto Świętych. Pielgrzymka do Krakowa Jana Pawła II. „W XX wieku rolę tę genialnie odegrał kardynał Sapieha, który podczas niemieckiej okupacji w latach 1939-1945 przeciwstawił się nazistowskiemu gangsterowi Hansowi Frankowi”.
W osobie arcybiskupa większego Szewczuka jest coś z defensor civitatis – i obrońcy narodu. Pozostaje w swoim mieście, Kijowie, prowadząc i pocieszając swój lud, a wiele nocy sam próbuje przespać w podziemnym bunkrze podczas rosyjskich ataków rakietowych.
Życie Sapiehy skłania do refleksji nad Ukrainą, obok Polski będącą drugą wielką ofiarą „skrwawionych ziem”.
Gdy w 1867 roku Sapieha przychodził na świat, Kraków i Lwów były częścią Imperium Habsburgów, które wraz z Rosją i Prusami dokonało rozbioru Polski, wymazując ją z mapy Europy. Sapieha studiował w seminarium rzymskokatolickiej archidiecezji lwowskiej, w tym samym mieście, które było wówczas siedzibą zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. W 1893 r. przyjął święcenia kapłańskie dla Lwowa, a później pracował jako wykładowca w tamtejszym seminarium. Był we Lwowie, gdy rozpoczynał się długi episkopat czcigodnego sługi Bożego Andrzeja Szeptyckiego, wielkiego „lwa” Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.
Sapieha urodził się w europejskiej arystokracji, z prawem do tytułu książęcego (obecna królowa Belgów jest prawnuczką jego brata). Jednak w jego życiu nie było miękkiego luksusu – dzięki swojej posłudze w Krakowie zyskał przydomek „Księcia Niezłomnego”. Kardynał Wojtyła ufundował pomnik Sapiehy przed rezydencją, nadając mu inny tytuł: „Arcybiskup długiej, ciemnej nocy okupacji”.
Kiedy podczas II wojny światowej nazistowscy okupanci zaczęli aresztować i mordować krakowskich kleryków z tajnego seminarium, Sapieha zabrał ich, w tym Wojtyłę, do swojej rezydencji. Mieszkali tam aż do końca wojny w obecności bohaterskiego kardynała. Każdego wieczoru widzieli, jak idzie do swojej kaplicy, by się modlić, prosząc o mądrość i odwagę do opieki nad swoim stadem.
To świadectwo wywarło głębokie wrażenie na Wojtyle, który 50 lat później wspomniał je w swojej książce o powołaniu kapłańskim pt. Dar i Tajemnica. Było ono jednak powszechnie znane już w tamtym czasie. Kiedy Sapieha zmarł w 1951 roku, beatyfikowany niedawno kardynał Stefan Wyszyński w swoim kazaniu mówił o tym samym świadectwie: pasterzu samotnie spędzającym każdą noc w swojej kaplicy, by odzyskać siły duchowe po długich dniach niesienia na barkach miażdżącego ciężaru.
„Był pełen siły i odwagi, nie lękał się żadnych prześladowań” – pisał papież Pius XII do polskich biskupów po śmierci Sapiehy, odnosząc do niego biblijną pochwałę, iż „za życia swego podparł dom, a za dni swoich wzmocnił świątynię… […] myślał o swym ludzie, aby go ustrzec przed upadkiem”.
„Człowiek ten był jak niewzruszone drzewo, a jego widok napełniał ufnością serca nie tylko Polaków, ale całej społeczności chrześcijańskiej” – pisał dalej Pius XII.
Życiorys arcybiskupa większego Szewczuka jest echem życia Sapiehy pod jeszcze jednym względem. Przez pewien czas wśród jego licznych wielbicieli brakowało Rzymu.
W pierwszych latach odzyskania przez Polskę niepodległości po I wojnie światowej, Sapieha zajął twarde stanowisko, iż o przyszłości Polski powinni decydować Polacy. Na spotkaniu polskich biskupów w 1919 roku zażądał, aby nuncjusz apostolski, Achille Ratti, opuścił salę obrad. Jak uważał Sapieha, polscy biskupi powinni zajmować się własnymi sprawami bez ingerencji Rzymu.
Ratti nigdy nie zapomniał o tym, co uznał za zuchwalstwo. Po swoim wyborze na papieża Piusa XI, odmówił mianowania Sapiehy kardynałem, mimo iż był to zwyczajowy przywilej biskupów krakowskich. Błąd ten naprawił dopiero papież Pius XII na swoim pierwszym konsystorzu w 1946 r. Sapieha miał już wtedy 79 lat.
Podobnie śp. papież Franciszek nie mianował Szewczuka kardynałem, pomimo jego bohaterskiej roli w Ukrainie. Można się spodziewać, iż papież Leon XIV naprawi to przy pierwszej nadarzającej się okazji.
„Skrwawione ziemie” to miejsce wspomnień, często bardzo bolesnych. Obchodzi się tu rocznice, by uczcić wierność najszlachetniejszych rodaków. Dzień po swoich święceniach w 1946 r., ksiądz Wojtyła udał się do krypty na Wawelu, by odprawić swoją pierwszą Mszę Świętą pośród bohaterów polskiej historii. Niespełna pięć lat później, w tej samej katedrze, w pobliżu relikwii swojego pierwszego poprzednika, męczennika św. Stanisława, spoczął kardynał Sapieha, dołączając do grona bohaterów tysiącletniego chrześcijańskiego świadectwa Polski.
ZOBACZ RÓWNIEŻ:

1 godzina temu





_20260724091944.webp)

.webp)








