25. rocznica śmierci o. Kokocińskiego

filipini.eu 1 tydzień temu

Kapłan rozmiłowany w Chrystusie i w św. Filipie Neri

Wspomnienie o Ojcu Olgierdzie Kokocińskim w trzydziestym dniu po śmierci, która nastąpiła w dniu 4 lipca 2021 roku

Gontranno Tesserin

Uroczystości pogrzebowe O. Olgierda Kokocińskiego, które odbywały się w kościele filipińskim w Tarnowie, znamionował wielki udział zarówno kapłanów jak i świeckich. Ta ogromna liczba uczestników pogrzebu stanowiła wielkie świadectwem szacunku i przywiązania tych, którzy korzystali z długiej posługi duchownej tego kapłana z Oratorium św. Filipa Neri, zmarłego w dniu 4 lipca br. w wieku osiemdziesięciu pięciu lat.

Ze wzruszeniem wspominam pierwsze spotkanie, jakie miałem z nim w Rzymie, w lipcu 1988 roku. Uczucie, jakiego doznałem, było uczuciem syna, który spotyka swojego ojca. o ile w danej chwili jego postać wysoka, dostojna, budząca szacunek, mogła wzbudzać lęk, jego słowa, jego zachowanie natychmiast wzbudzały zaufanie, otwartość, sympatię.

Posiadał on dar nawiązywania kontaktu. W kolejnych spotkaniach zawsze zauważałem w O. Kokocińskim stały wewnętrzny spokój duchowy, który oświetlał jego wielką ludzkość i ukrytą miłość. Był kapłanem prawdziwie zatroskanym o dobro drugich, szczerze interesującym się zagadnieniami swojej i innych Kongregacji filipińskich, skłonnym do dodawania otuchy, zachęcania, pomagania.

W ten sposób nauczyłem się szanować go, lubić jako człowieka przystępnego, człowieka komunikatywnego, człowieka wspólnotowego.

Mogłem osobiście przekonać się o całym dobru, jakie mu przypisywano: o jego różnorodnym apostolacie, spełnianym podczas okresu polskiego jako ceniony kaznodzieja i mądry odnowiciel kilku filipińskich Kongregacji, o jego licznych zadaniach, jakimi zajmował się w łonie polskiej Konferencji biskupów, o jego szczerej przyjaźni z prymasem Wyszyńskim, któremu uratował życie, i o jego ścisłej współpracy powstałej z przyszłym Papieżem Wojtyłą.

Przede wszystkim pozostanie niezapomniane jego świadectwo wiary i miłości do Kościoła, i do Oratorium św. Filipa Neri, dlatego iż był kapłanem głęboko zakochanym w swoim kapłaństwie, które codziennie karmił prostą i tradycyjną pobożnością w sprawowaniu Eucharystii, sakramentu spowiedzi, kierownictwa duchowego, z którego korzystał zarówno kler jak i ludzie młodzi, w odmawianiu Różańca. Szczególnie uważny na „znaki czasu” i na nowe tematyki pojawiające się we wspólnocie chrześcijańskiej, i w instytucie filipińskim po Soborze Watykańskim II, wnosił wszędzie swój miarodajny i twórczy wkład, następstwo należytego przygotowania teologicznego i duszpasterskiego.

Z miłości do św. Filipa i aby spełnić wolę Bożą, w 1977 roku z rodzinnej Polski przybywa do Rzymu, do Chiesa Nuova, przy grobie Ojca i Założyciela, przynosząc z sobą entuzjazm swojej predyspozycji do traktowania wszystkich spraw na serio i do działania w najlepszy sposób, a ponadto swoją zdolność prowadzenia dialogu, słuchania, miłowania, przekazywania nadziei. Pozostawał tutaj niemal przez dwadzieścia pięć lat, zatopiony w wielorakiej działalności: był człowiekiem „służby”, potrafiącym wskazywać ludziom drogę – słowem i przykładem – do szybszego kroczenia śladami Chrystusa.

Miał silny charakter, niekiedy porywczy, ale jego serce było prostym i szczęśliwym sercem dziecka. Dlatego potrafił cieszyć się pięknymi i dobrymi rzeczami, jakie Pan dla niego przygotował, jak tradycyjnym filipińskim posiłkiem, który chciał mieć „odpowiednim, dobrze przyprawionym i z kieliszkiem nie rozwodnionego wina”, lub obecnością kogoś, kto byłby uważnym słuchaczem opowiadania o którymś z wielu epizodów, jakie zdarzyły się w jego życiu, jak również popisywaniem się wiernego psa „Pago”, któremu – naśladując św. Filipa – wyznaczał książęce honory.

Pod koniec jego życia, Pan skierował do niego szczególne wezwanie, oczyszczające wezwanie Kalwarii i Krzyża. Przyjął je odważnie, mimo cierpień związanych z wiekiem, chorobą i samotnością. Na kilka tygodni przed śmiercią zatelefonowałem do niego i zapytałem: „Ojcze, czy Ojciec mnie pamięta?”. „Nie”, odpowiedział. Moje serce ogarnął smutek; zrozumiałem, iż już niedługo otrzyma ostateczne wezwanie, nieodwołalne i upragnione wezwanie na spotkanie z Bogiem Sędzią sprawiedliwym i miłosiernym. „Wszystkiego dobrego, Ojcze” powiedziałem mu i ze łzami w oczach, odłożyłem słuchawkę.

„Wszystkiego dobrego, Ojcze Kokociński – powtarzam dzisiaj – ponieważ w Bogu wyraźnie widzisz i pamiętasz wszystkich. Teraz żyj w pomyślności pośród nas i twoim przykładem zachęcaj nas do wspaniałomyślniejszej służby świętemu Kościołowi i Oratorium św. Filipa Neri”.

Gontranno Tesserin, Kapłan rozmiłowany w Chrystusie i w św. Filipie Neri, tłum. ks. M. Stebart COr, Oratoriana 42 (2001) s. 35-37; tekst oryginalny pochodzi z: L’OSSERVATORE ROMANO, 4.08.2001, s. 5.

więcej o Ojcu Kokocińskim ZOBACZ↓

Idź do oryginalnego materiału