10 lat temu wprowadzono program 500+. Jaki jest jego bilans?

2 godzin temu

Ogromnym plusem wprowadzenia programu 500+ jest skokowy wzrost wydatków na politykę rodzinną. Czy struktura tych wydatków mogłaby być lepiej zbilansowana? Dyskusja z 2017 roku.

WIĘŹ: W uzasadnieniu do projektu ustawy wprowadzającej program „Rodzina 500+” podano trzy jego cele: ograniczenie ubóstwa rodzin, zwłaszcza wielodzietnych; inwestycja w dzieci jako kapitał ludzki; wzrost liczby urodzeń i dzięki temu zahamowanie albo przynajmniej spowolnienie niekorzystnych trendów demograficznych. Jak wygląda bilans realizacji tych celów po ponad roku funkcjonowania programu?

Elżbieta Bojanowska: Zacznę od podania aktualnych podstawowych danych. Liczba dzieci uprawnionych do świadczenia 500+ wyniosła w czerwcu 2017 r. 3 985 000 i jest to 57,8% wszystkich dzieci do 18 roku życia. Korzysta z tego programu 2 000 612 rodzin. Największy udział mają rodziny z dwójką dzieci – 58%, rodziny z jednym dzieckiem to 28%, a rodziny wielodzietne – 14,6%. Liczba rodzin spełniających kryterium dochodowe na pierwsze dziecko wynosi 1 562 000, czyli 59,8% rodzin pobierających świadczenia. Programem 500+ objętych jest 115 500 rodzin wychowujących dziecko niepełnosprawne. Od początku programu, czyli od 1 kwietnia 2016 r. do końca czerwca 2017 r., wydaliśmy w jego ramach 29 mld 708 mln zł.

Czy udało się ograniczyć ubóstwo w rodzinach? Odwołam się do najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, uzyskanych podczas badania budżetów gospodarstw domowych w 2016 r. Zauważalny jest znaczący spadek zasięgu ubóstwa skrajnego oraz ubóstwa relatywnego. W 2016 r. w ubóstwie skrajnym żyło prawie 5% osób (7% procent w 2015 r.), a w ubóstwie relatywnym nieco mniej niż 14% osób (2016) wobec niecałych 16% w 2015 r.

W odniesieniu do poszczególnych gospodarstw domowych wedle danych GUS nastąpił wyraźny spadek wskaźników ubóstwa, szczególnie wśród dzieci w wieku od 0 do 17 lat. W 2015 roku wynosił on 9%, a w 2016 r. – 5,8%. W przypadku rodziny z co najmniej czwórką dzieci jest to spadek z 18,1% do 14%. W przypadku rodzin z trójką dzieci – z 9% do 4,7%. W przypadku rodzin z dwójką dzieci – z 4% do 2,7%.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Jeśli chodzi o liczbę urodzeń, to ostatnie dane, jakie posiadamy, są dosyć optymistyczne. W 2016 roku urodziło się o prawie 13 tysięcy więcej dzieci niż rok wcześniej, a najwyższy wskaźnik urodzin dotyczy ostatnich dwóch miesięcy roku, czyli są to dzieci poczęte już po wprowadzeniu świadczenia 500+. Dane, jakimi dysponujemy za pierwsze półrocze 2017 r. są jeszcze bardziej pozytywne, bo wskazują, iż urodziło się w tym okresie ponad 14 tysięcy więcej dzieci niż w analogicznym okresie roku 2016. Skoro już za pierwsze półrocze mamy zarejestrowanych około 200 tysięcy urodzeń, to przyjęte przez nas w ministerstwie optymistyczne założenie, iż w 2017 r. osiągniemy liczbę 400 tysięcy urodzeń, wydaje się coraz bardziej realne. Socjologowi trudno jeszcze tu mówić o trwałym trendzie, mamy jeszcze zbyt mało danych i jest to zbyt krótki czas, ale kierunek jest dobry.

Warto też wskazać, iż świadczenie wychowawcze, jakim jest 500+, stanowi bardzo istotną część budżetów gospodarstw domowych. Z badania CBOS przeprowadzonego wśród ponad 3 tys. rodziców, którzy otrzymywali świadczenia z programu „Rodzina 500+” wynika, iż świadczenie wychowawcze jest bardzo istotną częścią domowego budżetu dla 30% badanych rodziców, którzy otrzymali to świadczenie. Najczęstszym modelem gospodarowania tymi środkami jest włączanie ich do domowego budżetu, bez wydzielania ich jako pieniędzy przeznaczonych na konkretny cel (42%). Nieco ponad jedna trzecia (36%) deklaruje, iż są one traktowane jako oddzielne środki, użytkowane w określony sposób. Według badań CBOS 27% rodziców przeznaczało środki z 500+ na konkretne cele na wyodrębnionych kontach oszczędnościowych, 5% wykupiło polisę ubezpieczeniową dla dziecka, a 24% oszczędzało w inny sposób. Na początku programu środki były wydawane bardziej na zaspokojenie najważniejszych potrzeb, często spłatę bieżących zobowiązań, a później już na inne cele, które wcześniej nie były możliwe do zrealizowania: wyjazdy z dziećmi czy dodatkowe zajęcia.

Ryszard Szarfenberg: Pierwsze szacunki wpływu świadczenia 500+ na ubóstwo pochodziły z mikrosymulacji. Jest to układ równań, w który wpisane są wszystkie zasady dotyczące podatków i świadczeń. Do takiego modelu wprowadzane są rzeczywiste dane z badań budżetów gospodarstw domowych GUS. Wpływ świadczenia 500+ jest stosunkowo łatwo symulować, gdyż jest ono nieopodatkowane i można je łączyć ze wszystkimi innymi świadczeniami. Przeprowadzono kilka mikrosymulacji – część dla danych z 2013 r. a część dla 2014 r.

Spadek ubóstwa skrajnego (granicą jest minimum egzystencji) ogółem stwierdzony przez GUS był podobny do prognoz mikrosymulacyjnych. Nie spełniły się jednak przewidywania dotyczące ubóstwa skrajnego dzieci. Przy najbardziej optymistycznym scenariuszu spadek mógł wynosić 94%, a przy bardziej realistycznym – 77%. Z badań GUS wiemy już, iż faktycznie wyniósł on 36%.

Zaskoczeniem była też dla mnie informacja, iż ubóstwo skrajne rodzin z czwórką i więcej dzieci spadło bardziej pomiędzy 2014 a 2015 rokiem niż pomiędzy 2015 a 2016. Może być to spowodowane kilkoma czynnikami. GUS przy obliczaniu ubóstwa bierze pod uwagę wydatki, a nie dochody. W wydatkach nie są uwzględniane oszczędności i spłaty zadłużeń, a na to mogła być przeznaczana znaczna część środków z programu 500+ w pierwszym okresie otrzymywania świadczenia. Poza tym, rodziny badane w pierwszym kwartale jeszcze nie były nim objęte.

Jeśli redakcja „Więzi” pyta o efekty interwencji publicznej w rodzaju tego programu, to warto spojrzeć na sprawę bardziej kompleksowo. Najogólniejszym celem jest wzrost dobrobytu rodzin, w szczególności tych uboższych. Powinna wzrosnąć średnia zamożność wszystkich rodzin przy zmniejszeniu nierówności między nimi i eliminacji ubóstwa skrajnego. Bardzo wiele czynników ma wpływ na tak rozumiany dobrobyt rodzin.

Podobnie całościowo trzeba spojrzeć na kwestie związane z kapitałem ludzkim dzieci i na sprawy demograficzne. W tym ostatnim przypadku samo podwyższenie współczynnika dzietności nie wystarczy, aby oceniać sytuację jako korzystną. Po pierwsze, wzrost może być przez cały czas zbyt mały. Po drugie, na kondycję demograficzną ludności w Polsce silnie wpływają także emigracja i imigracja. Tu również liczba czynników wpływających bezpośrednio i pośrednio jest duża.

Demografowie twierdzą, iż obecny wzrost liczby urodzeń może być tzw. efektem kalendarza – te dzieci i tak by się urodziły, tylko później. Rodzice zdecydowali się na nie teraz ze względu na nowe świadczenie, co do którego mogą mieć wątpliwości, czy przetrwa. Badania międzynarodowe potwierdzają statystycznie istotne wzrosty dzietności po wprowadzeniu tego typu świadczeń. Nie były one jednak duże w stosunku do skali wydatków. Wpływ na model dzietności mamy ograniczony, zależy on między innymi od poziomu wykształcenia kobiet, poglądów panujących w społeczeństwie. Rzecz jasna, w badaniach opinii rodzice wskazują sytuację materialną jako barierę wobec powiększania rodziny. Jest jednak kilka innych barier, a poza tym nie wszystkie problemy materialne rozwiązuje dodatkowe świadczenie.

Iga Magda: Kontynuując wątek dzietności, chciałabym powiedzieć, iż nie wiadomo, na ile to są urodzenia przyspieszone, na ile urodzenia odroczone. Demografowie twierdzą, iż istotna część obecnych urodzeń to dzieci kobiet trzydziesto-, trzydziestoparoletnich, które nie zdecydowały się na dziecko wcześniej. I tak jest generalnie z efektami programu 500+: nie możemy o niczym powiedzieć na pewno, iż jest to efektem tego programu. Natomiast niewątpliwie ten program wpłynął na rynek pracy, doprowadzając do ograniczenia aktywności zawodowej kobiet. Ale do tego jeszcze wrócę później.

Promocja!
  • Jacek Luszniewicz
  • Wojciech Morawski
  • Andrzej Zawistowski

Dylematy
TWARDA OPRAWA

39,20 49,00
Do koszyka
Książka – 39,20 49,00 E-book – 35,28 44,10

Sama z wykształcenia jestem ekonomistką, więc choćby zastanawiając się nad celami programu „Rodzina 500+”, myślę nie tylko o celach, ale także o najbardziej odpowiednich narzędziach, o kosztach oraz o ich optymalizacji, aby pozwalały osiągać zamierzone efekty.

Na początku dyskusji padło pytanie o inwestycje w dzieci jako inwestycje w kapitał ludzki. Na tę kwestię warto spojrzeć bardzo szczegółowo i to w przecięciu z sytuacją na rynku pracy czy w ogóle sytuacją społeczną rodziców, np. ich wykształceniem. Mam tu interesujące odkrycie z badań, jakie współprowadziłam na temat inwestowania czasu w dzieci przez rodziców. Wiadomo, iż spędzanie z dziećmi czasu w czymś innym niż czynności czysto opiekuńcze (np. granie z nimi, zabawy, inne czynności edukacyjne) to bardzo istotny czynnik wpływający na ich kapitał społeczny, na ich umiejętności i wiedzę. Istnieje obszerna literatura dowodząca, iż nierówności, które obserwujemy między dorosłymi – w wykształceniu czy zarobkach – są pochodną tego, jak wyglądały pierwsze lata ich życia jako dzieci.

Sprawdziłyśmy wraz z Romą Keister, jak z tym jest w Polsce. Potwierdza się teza z literatury zachodniej, iż rodzice z większym kapitałem społecznym inwestują w dzieci więcej i środków finansowych, i czasu im poświęcanego. W naszych badaniach wyraźnie widać, iż znacznie więcej czasu poświęcają dzieciom na aktywności edukacyjne rodzice lepiej wykształceni. Ba, więcej poświęcają go rodziny, w których oboje rodzice pracują (w porównaniu do rodzin, w których jeden lub oboje rodziców nie pracują). Było to dla nas zaskoczeniem, bo zakładałyśmy, iż jednak te rodziny, w których przynajmniej jeden rodzic nie pracuje (jest osobą bezrobotną lub bierną zawodowo) dysponują większym budżetem czasu, powinny więc więcej czasu inwestować w dzieci. A tak nie jest.

Dla mnie to odkrycie jest też źródłem niezweryfikowanej jeszcze hipotezy, iż podobnie może być z inwestowaniem środków finansowych w dzieci. Prawdopodobnie w zakresie inwestowania w edukację dzieci i budowanie ich kapitału ludzkiego będziemy raczej obserwować istotne nierówności. prawdopodobnie rodziny z większym kapitałem społecznym będą znacznie bardziej skłonne do tego typu inwestowania w dzieci.

Joanna Krupska: Jestem tu przedstawicielką rodzin dużych, wielodzietnych i o ich reakcjach chciałabym najpierw opowiedzieć. Przeczytam parę wyjątków z listów, które do Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” pisały rodziny w odpowiedzi na pytanie, jak oceniają program 500+. „Te dodatkowe środki nie spowodowały wzrostu poziomu życia rodzin, ale zapewniły pewne poczucie bezpieczeństwa, iż wystarczy nam pieniędzy do kolejnej wypłaty”. „Wiele zmienił ten program. Teraz żyjemy godnie i bezpiecznie, otoczenie patrzy na nas bardziej przyjaźnie i z szacunkiem”. Teraz ojciec dziewięciorga dzieci: „Mojej rodzinie ten program, można powiedzieć, przywrócił godność. Nie jestem zmuszony co pół roku lub co miesiąc chodzić po różnych instytucjach i prosić o zapomogi. Nie muszę czuć się jak ktoś, kto przeszkadza w życiu urzędnikowi, prosząc go o pozytywne rozpatrzenie jakiegoś wniosku o przyznanie pomocy”. Mama pięciorga dzieci: „Obecnie nas stać wreszcie na to, co dla statystycznego obywatela jest normalne, standardowe i bez czego nie decyduje się na dzieci”.

Myślę, iż ten program jest istotny dla wszystkich rodzin, ale na pewno jego szczególnym beneficjentem są rodziny wielodzietne. Im rzeczywiście przywraca on poczucie godności, zmienia ich społeczną percepcję, podnosi ich, dotychczas często skandaliczny, poziom życia na wyższy. To nie jest przywilej, to powinna być normalność.

Program ten podnosi także jakość wychowania. Jeszcze przed pojawieniem się świadczeń 500+ prowadziliśmy badania w partnerstwie z IPSOS, w którym rodziny deklarowały, na co zamierzają przeznaczać uzyskane dodatkowe środki. Aż 39% mówiło, iż będą posyłać dzieci na zajęcia dodatkowe. Także na wycieczki szkolne – czyli wcześniej większości nie było na to stać. 36% wskazało wakacyjny wypoczynek dla dzieci; 34% – wypoczynek wakacyjny dla całej rodziny; 34% – bilety do kina; 26% – wyjścia do teatru, na koncerty, wyjścia na basen. Dopiero w dalszej kolejności znajdowały się stałe opłaty, oszczędności, remont mieszkania, spłata długów czy zakup sprzętu.

Z punktu widzenia naszego stowarzyszenia mniej istotny jest cel demograficzny. Dla nas najważniejszym celem programu 500+ jest poprawa jakości życia rodzin. Ubóstwo rodzin wielodzietnych było bardzo wysokie i zawstydzające dla Polski. Decyzja o kolejnym dziecku była w naszym kraju decyzją o podziale dochodu na coraz więcej części – czyli wiązała się ze wzrostem ubóstwa. Uważam, iż ten program to posunięcie przełomowe w polityce rodzinnej. Żadna inna decyzja w tym obszarze nie zmieniła tak radykalnie jakości życia rodzin. Przepaść między bogatymi a biednymi została w pewnej mierze przysypana.

W wersji realizowanej program „Rodzina 500+” łączy logikę powszechnego dostępu do świadczeń (od drugiego dziecka) z logiką selektywności (kryterium dochodowe zastosowane do pierwszego dziecka). Ta hybrydowość nie wynika, rzecz jasna, ze spójnej koncepcji, tylko z wyliczeń skali transferów finansowych możliwych do przeprowadzenia. Ale wskutek tego program ten był krytykowany z dwóch stron: dla jednych był on za mało selektywny, a za bardzo uniwersalny, zaś dla drugich odwrotnie. Jak Państwo oceniają przyjęte mechanizmy?

Szarfenberg: Program 500+ wprowadzono jako kolejne świadczenie do bogatego zestawu świadczeń związanych z wychowywaniem dzieci. Nie ma pod tym względem porządku i spójnej wizji. Mamy więc typowe zasiłki macierzyńskie z ubezpieczenia chorobowego, uzupełnione niedawno świadczeniem rodzicielskim dla kobiet nieubezpieczonych, bez kryteriów dochodowych. Do ulg podatkowych na dzieci, wprowadzonych za poprzednich rządów PiS-LPR-S, dodano od 2014 r. możliwość zwrotu części niewykorzystanej ze względu na niski dochód. Są też zasiłki rodzinne i liczne dodatki do nich dla uboższych rodzin, mocno w obecnym kształcie zbudowane za koalicji SLD-UP-PSL. W ostatnich latach rozwijały się dynamicznie świadczenia dla rodziców dzieci niepełnosprawnych. I jeszcze jest typowa pomoc społeczna, czyli zasiłki okresowe i celowe, do których uprawnione są bardzo ubogie rodziny.

Promocja!

Polskie ćwiczenia z wieloetniczności | Gdy episkopat zawodzi | Po co instytucje kultury?

32,30 35,90
Do koszyka
Książka – 32,30 35,90 E-book – 29,00 32,30

W polskiej polityce rodzinnej w zakresie świadczeń pieniężnych panuje więc megahybrydowość. Program 500+ jedynie ją powiększa, bo oto w ramach jednego świadczenia wprowadzono i kryterium dochodowe, i powszechność od drugiego dziecka. Prędzej czy później ten lub kolejny rząd podejmie dyskusję o tym, jak zreformować świadczenia pieniężne dla rodzin. Widzę tu dwie możliwości. Pierwsza była już formułowana przez część środowisk mikrosymulacyjnych (Centrum Analiz Ekonomicznych ze Szczecina): połączenie zasiłków rodzinnych i 500+ w jednolite świadczenie, które byłoby powszechne, ale niższe niż 500+, a dodatki doń byłyby zależne od wysokości dochodu.

Druga możliwość została niedawno sformułowana przez jedną z partii opozycyjnych (program Aktywna Rodzina partii Nowoczesna), co zresztą przełamało swoisty dogmat, iż jak już raz wprowadzono 500+, to nikt nie będzie mówił, iż wycofa się z tego programu. To propozycja przeznaczenia kwoty wydawanej na program 500+ na rozszerzenie instrumentów podatkowych, czyli zwiększenie ulg na dzieci, większe zwroty, o ile rodziny mają zbyt niskie dochody. Byłoby to coś podobnego do anglosaskiego systemu podatków zwrotnych czy kredytów podatkowych dla rodzin.

Możliwe jest też utrzymanie stanu obecnego, może z mniejszymi modyfikacjami w zasiłkach rodzinnych. Te ostatnie są politycznie trudne do likwidacji, bo stracą na tym uboższe rodziny.

Za czym sam bym się opowiedział? Preferuję świadczenia powszechne, więc dążyłbym do usunięcia kryterium dochodowego na pierwsze dziecko. Jest to rozwiązanie bardzo kosztowne dla budżetu, wymagałoby znalezienia kolejnych 20 miliardów przy zachowaniu poziomu 500 zł na dziecko. Ekonomiści prawdopodobnie wolą rozwiązania podatkowe, bo one bardziej motywują do pracy.

Krupska: Polityka rodzinna i polityka socjalna to dwie różne rzeczy. Polityka socjalna jest pomocą najuboższym. Świadczenia socjalne są uzależnione od dochodu. Natomiast w ramach polityki rodzinnej, która jest rodzajem inwestycji, państwo przyznaje świadczenia niezależnie od dochodów w celu wyrównania szans pomiędzy mającymi dzieci a bezdzietnymi, zapobiegając pauperyzacji na skutek posiadania potomstwa.

Im bardziej rozbudowana jest polityka rodzinna, tym mniej potrzebna jest polityka socjalna. W latach 90. Polska zrezygnowała zupełnie z polityki rodzinnej na rzecz polityki socjalnej, a mechanizmy polityki rodzinnej przestały być powszechnie zrozumiałe. Tymczasem w Europie od dawna kształtowały się systemy powszechnego wsparcia rodzin. w tej chwili comiesięczne świadczenie powszechne na dziecko wypłaca się w 20 na 28 państw Unii Europejskiej.

Od początku swego istnienia (czyli od 2007 r.) Związek Dużych Rodzin „Trzy Plus” propagował filozofię polityki rodzinnej i powszechnych świadczeń, które uważa za sprawiedliwe. Pojmujemy je jako zwrot podatku, jaki rodziny wpłacają w postaci podatku pośredniego VAT i akcyzy z racji utrzymywania każdego dziecka. Od każdego kupowanego towaru odprowadzamy przecież do budżetu 23% podatku. Rodziny wychowujące dzieci płacą VAT zwielokrotniony ich liczbą. Świadczenie powszechne można też traktować jako dostrzeżenie wartości pracy rodziców wychowujących dzieci. Ta praca ma swoją wartość ekonomiczną!

Zasadnicza, powszechna część świadczenia 500+ nawiązuje do filozofii francuskiej polityki rodzinnej, w której wszystkie mechanizmy wsparcia powszechnego obowiązują od drugiego dziecka. Przyjmuje się, iż „pierwsze dziecko dla małżeństwa, drugie już dla społeczeństwa”. Poza tym argumentem jest fakt, iż pauperyzacja rodziny statystycznie zaczyna się wyraźnie pogłębiać, począwszy od drugiego dziecka. Świadczenie stanowi więc zachętę do decyzji o drugim i kolejnym dziecku.

Polskie świadczenie 500+ na pierwsze dziecko ma już charakter socjalny, dubluje świadczenia należne w systemie pomocy społecznej i być może ten obszar w przyszłości wymagałby uproszczenia i ujednolicenia (współistnieją różne kryteria dochodowe).

Hybrydowość świadczenia 500+ jest uwarunkowana finansowo. Świadczenie dla wszystkich, także pierwszego dziecka? jeżeli budżet państwa na to pozwoli – tak. Pamiętajmy, iż ponad połowa rodzin w Polsce wychowuje tylko jedno dziecko, więc wydatek dla budżetu – i tak bardzo duży – byłby znacząco wyższy.

Bojanowska: W ministerstwie rodziny, pracy i polityki społecznej uważamy, iż obecne rozwiązanie jest optymalne. Proszę zwrócić uwagę, iż już w tym systemie – selektywnym, jeżeli chodzi o pierwsze dziecko – prawie 60% tych dzieci korzysta z programu. Wprowadzając program 500+, bardzo mocno podkreślaliśmy, iż nie jest to świadczenie z systemu pomocy społecznej. Jego logika jest inna, ale także i cel jest bardziej złożony.

To prawda, iż system świadczeń (rodzinnych i z systemu pomocy społecznej) jest w Polsce skomplikowany, iż stosowane są w nim różne kryteria. Ale należy podkreślić, iż 500+ ma walor powszechności (od drugiego dziecka).

Magda: Obecny system wymaga głębokich zmian, ponieważ jego skomplikowanie poszło już za daleko. Szkoda, iż nie wykorzystano wprowadzania świadczenia 500+ jako okazji do całościowej reformy systemu.

Jak będzie w przyszłości? Myślę, iż nie ma szans opcja rozwiązań tylko i wyłącznie podatkowych. Coraz wyraźniej widać, iż ludzie rzadziej odbierają tego typu bodźce. Nie myślą w kategoriach, iż teraz zarobią więcej, więc za rok, półtora odliczą sobie więcej świadczeń na kolejne dzieci. To zbyt długa perspektywa czasowa. Zupełnie czym innym są świadczenia otrzymywane co miesiąc na konto lub, na przykład, rozliczane co miesiąc w podatku.

Będę upierać się, z ekonomicznego punktu widzenia, przy potrzebie selektywności świadczeń rodzinnych, czyli połączenia ich z systemem funkcjonujących innych rozwiązań. Twierdzę tak, ponieważ wydając te dwadzieścia kilka miliardów złotych rocznie na tak skonstruowany system, mamy jednak element czegoś, co nazywa się jałową stratą. Czyli prawdopodobnie kilka miliardów złotych trafia tam, gdzie nie są niezbędne, co nie przekłada się na realizację celów tego programu. Te kilka miliardów złotych można by – i należałoby – inaczej zagospodarować.

Rozumiem, iż wprowadzenie limitu dochodów jest kosztowne i problematyczne administracyjnie, ale jest to problem do rozwiązania – mamy systemy informatyczne pozwalające łączyć coraz więcej danych o dochodach gospodarstw domowych z różnych źródeł. Takie rozwiązanie pozwoliłoby zaoszczędzić część środków, które można by wydać na żłobki, przedszkola czy świetlice w szkołach, na opiekę zdrowotną dla dzieci – czyli też na politykę rodzinną, tylko inaczej realizowaną.

Ogromnym plusem wprowadzenia programu 500+ jest skokowy wzrost wydatków na politykę rodzinną. W rankingu OECD Polska bardzo wyraźnie przeskoczyła do góry. Natomiast struktura tych wydatków, moim zdaniem, mogłaby być lepiej zbilansowana.

Bojanowska: Chciałabym zaprotestować. Niezależnie od występującej terminologii, nie możemy mówić o jałowej stracie, bo byśmy obrażali tysiące polskich rodzin. Nikt nie ma prawa mówić polskiej rodzinie, iż świadczenie dla niej jest jałową stratą dla budżetu.

Magda: „Jałowa strata” to pojęcie ekonomiczne. Oznacza ono wydatkowanie środków na działania, których cel można by osiągnąć dużo niższym kosztem. Osobiście uważam zresztą, iż pięćset złotych, które ja dostaję, jest dla budżetu państwa po części jałową stratą. choćby jeżeli potrafię tę kwotę sensownie i racjonalnie zagospodarować, nie skłania mnie ona do posiadania kolejnych dzieci ani nie wyciąga ona z ubóstwa mojej nie-ubogiej rodziny. A jednocześnie w mojej gminie przez cały czas nie ma ani jednego żłobka. .

Bojanowska: Zawsze można nie brać tego świadczenia, gdyż jest ono przyznawane na wniosek uprawnionego podmiotu.

A czy są jakiekolwiek dane dotyczące rodzin, które są uprawnione do świadczenia 500+, ale z niego nie korzystają? Bo czasem słychać takie indywidualne głosy, iż ktoś nie bierze należnych mu środków, czy to z przyczyn merytorycznych (nie ma powodu, żebym akurat ja pobierał te pieniądze), czy politycznych (że to wszystko kupowanie głosów).

Bojanowska: Nie znam takich danych.

Magda: Na program 500+ wydatkujemy rocznie około 25 miliardów złotych. Część tych pieniędzy trafia do rodzin lepiej sytuowanych, gdzie nie są niezbędne. To nie służy realizacji celów programu. Gdyby udało się choćby miliard czy dwa miliardy złotych przeznaczyć na inne cele polityki rodzinnej, byłaby to bardzo znacząca kwota.

Szarfenberg: Badania w innych krajach pokazują, iż tam, gdzie panuje uniwersalny model polityki społecznej, jest też niski poziom ubóstwa. Próbuje się to wyjaśniać w taki sposób: świadczenia powszechne obejmują całą ludność, a więc cały potencjalny elektorat, są więc bardziej akceptowalne dla podatników (bo wszyscy z nich korzystają) i w związku z tym mają większą szansę na przetrwanie różnych rządów i zmian polityki. Natomiast gdy mamy świadczenia tylko dla ubogich, to zawsze znajdą się opinie, iż oni mogliby pracować, gdyby nie wsparcie państwa. Łatwo wtedy uruchomić negatywne stereotypy i politycznie atakować taki system. W tym sensie świadczenia powszechne mogą być lepsze nie tylko z perspektywy rodzin, ale również ugrupowań, które je wprowadzają i później kontynuują.

W niektórych mediach obecna jest krytyka zachowań beneficjentów programu 500+. Także część ekspertów uważa, iż lepszym rozwiązaniem byłoby podejmowanie decyzji co do form „inwestycji w dzieci” przez decydentów publicznych (np. rozbudowa infrastruktury przedszkolnej) , a nie rodziców. Czy są Państwo zwolennikami pozostawiania decyzji w rękach rodziców, czy też decydentów publicznych? Czy w strategiach rodzicielskich przeważa orientacja inwestycyjna czy konsumpcyjna?

Magda: Właśnie tu jest potrzebna hybrydowość. W absolutnej większości, powiedzmy: 95%, decydentem powinny być rodziny, ale pozostaje te kilka procent rodzin czy dzieci, którym potrzebne jest wsparcie polityki publicznej, urzędników, ekspertów od pomocy rodzinom. Chodzi o wsparcie edukacji tych dzieci, zadbanie o ich zdrowie i rozwój.

Mam na myśli rodziny z niższym poziomem kapitału społecznego, które – choćby dysponując środkami finansowymi – nie są w stanie korzystać z możliwości edukacyjnych. Na przykład gdy ktoś mieszka na oddalonym terenie wiejskim, nie ma samochodu, a PKS kursuje tam dwa razy dziennie, to choćby mając środki finansowe na dodatkowe zajęcia dla dzieci, nie dowiezie ich na te zajęcia… A sam też nie ma kapitału pozwalającego na przekazywanie wiedzy czy umiejętności dzieciom. Wtedy warto np. zorganizować autobus gminny, który te dzieci dowiezie raz w tygodniu na jakieś dodatkowe kółko zainteresowań – lub zajęcia na terenie samej gminy, finansowane ze środków publicznych.

Bojanowska: Zdecydowanie jestem zdania, iż to rodzice, a nie urzędnicy powinni decydować, na co wydawać środki. To jest autonomiczna decyzja rodzin. Z przeprowadzonego przez ministerstwo monitoringu wynika, iż w okresie od stycznia do czerwca br. wypłacono ogółem jedynie 1549 świadczeń w formie rzeczowej lub opłacania usług (o taką zamianę mogą wnioskować samorządy, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie marnotrawienia świadczenia wychowawczego). Jest to więc minimalna liczba w porównaniu do prawie czterech milionów świadczeń wypłaconych w formie pieniężnej. Potwierdza to nasze, przyjęte od początku stanowisko, iż rodziny najefektywniej dysponują tymi środkami.

Krupska: Świadczenia powszechne są wyrazem docenienia wartości, także materialnej, wychowywania dziecka, każdego dziecka. I są też wyrazem zaufania państwa do rodziny. Troska o dzieci jest jednak biologicznie wpisana w życie rodzica.

Szarfenberg: Także społecznie, nie tylko biologicznie.

Nowość Nowość Promocja!
  • Wiesław Dawidowski OSA
  • Damian Jankowski

Leon XIV. Papież na niespokojne czasy

28,00 35,00
Do koszyka
Książka – 28,00 35,00 E-book – 25,20 31,50

Krupska: Mechanizmy polityki rodzinnej zmniejszają liczbę rodzin wymagających wsparcia w ramach polityki socjalnej (która skądinąd zawsze też musi istnieć).

Szarfenberg: A ja pamiętam badania pokazujące, iż – o ile chcemy ukierunkować wydatki na określony cel – najskuteczniej działa bodziec obniżonej ceny. Przychodzi więc do głowy Karta Dużej Rodziny dająca zniżki w różnych miejscach. Nie są one jednak ukierunkowane na jakiś konkretny cel.

Bezpłatne lub częściowo odpłatne usługi dla rodzin powinny być też łatwo dostępne. Można by tworzyć w każdej gminie centra usług dla rodzin, w których byłyby skoncentrowane najróżniejsze usługi: od okresu prenatalnego poczynając, na poradach małżeńskich i opiekuńczych kończąc (bo problemy rodzin to nie tylko problemy z dziećmi, ale i z innymi osobami wymagającymi opieki, a także między małżonkami). Dotyczy to nie tylko rodzin ubogich. Również w rodzinach średniozamożnych i zamożniejszych są liczne problemy opiekuńczo-wychowawcze i małżeńskie. Trzeba te usługi dla rodzin wyodrębnić, zintegrować i stworzyć odpowiednie ośrodki.

Myślę również o potrzebie nie tylko polityki rodzinnej, ale i „polityki małżeńskiej”, czyli wspierania trwałości związków małżeńskich. Powstały już u mnie dwie prace magisterskie na ten temat. Okazało się później, iż taką politykę rozwijają w Wielkiej Brytanii.

Krupska: Potwierdzam potrzebę tworzenia takich ośrodków. Mogą być odpowiedzią na kryzys więzi, kryzys relacji. W Anglii widziałam takie centra działające w ramach programu „Sure Start”. To rządowe ośrodki z ofertą wspierania rodzin na każdym etapie: od poczęcia dziecka do opieki nad rodzicami. Trochę podobnie funkcjonuje w Warszawie ośrodek „Sto Pociech”. Jest wiele grup rodziców działających w tej dziedzinie. Nasze stowarzyszenie również organizuje warsztaty dla rodziców i dla dzieci. Bardzo duże jest zapotrzebowanie na warsztaty dla rodziców nastolatków – rodzice czują się często zagubieni w tym okresie. Powodzeniem cieszą się także warsztaty z „rodzicielstwa bliskości” dla rodziców niemowlaków oraz szkoły dla rodziców wspierające komunikację z dzieckiem na każdym etapie. Zapotrzebowanie na tego typu działalność wyraźnie rośnie.

Warto też przypomnieć, iż program 500+ nie spadł z nieba, ale był zwieńczeniem wielu wcześniejszych działań. Siła jego oddziaływania polega na olbrzymiej skali, reorientującej politykę państwa. Ale jeżeli tak, to potrzebny jest ciąg dalszy. Jakie powinny być kolejne kroki w dziedzinie polityki rodzinnej?

Bojanowska: Latem 2017 r. weszła w życie ustawa dotycząca m.in. wsparcia rodzin. Poza niewielkimi zmianami uszczelniającymi system, zaproponowaliśmy rozwój infrastruktury dla dzieci do trzech lat: zwłaszcza rozwój żłobków, ulepszenia i ułatwienia przy ich zakładaniu i prowadzeniu. Idziemy też w kierunku zwiększania liczby asystentów, którzy pracują i współpracują z rodzinami.

Magda: Według mnie najważniejsze są żłobki, przedszkola i inne formy wsparcia rodzin z dziećmi. Niekoniecznie muszą to być placówki, do których oddaje się dziecko od rana do wieczora. Chodzi o bardziej elastyczne formy opieki dziennej. Dość powiedzieć, iż wciąż w ponad 3/4 gmin w Polsce nie ma żadnego miejsca opieki dla dziecka do lat trzech. Zwłaszcza w mniejszych ośrodkach nie ma jednak sensu budować żłobków dla kilkorga dzieci. Można za to stworzyć miejsca, w których dziecko by zostało, aby rodzic np. mógł załatwiać sprawy urzędowe. Jakiś czas temu sama miałam poważny problem, bo okazało się, iż nie mogę wejść z małym dzieckiem do sądu. Wcale mi nie chodzi tylko o wypchnięcie matek na rynek pracy.

Po drugie, podkreślam potrzebę rozwiązań wzmacniających pozycję ojca w rodzinie i współdzielenia obowiązków w opiece nad dziećmi. Bardziej równy podział obowiązków domowych jest wedle międzynarodowych badań adekwatnie jedynym sposobem na poprawę sytuacji kobiet na rynku pracy, na walkę z luką płacową między kobietami a mężczyznami. Nie może być tak, żeby np. tylko kobiety brały zwolnienia lekarskie na chore dzieci. Polskie badania pokazują wyraźnie, iż mężczyźni częściej chcą mieć drugie dziecko niż kobiety. A to dlatego, iż one już wiedzą, z czym to się dla nich wiąże.

Krupska: Ja jednak uważam, iż polityka rodzinna powinna odzwierciedlać szczególną więź matki z dzieckiem, a także większą potrzebę dziecka bycia z matką, zwłaszcza w pierwszym okresie życia. Rzecz jasna, rola ojca jest niezastąpiona i rośnie z wiekiem dziecka. interesujące jednak, iż badania rodzin wielodzietnych pokazały, iż w tych rodzinach model wspólnej pracy w gospodarstwie domowym występuje powszechnie: prawie w tym samym stopniu mężczyźni piorą, gotują i robią zakupy co kobiety. Natomiast rzeczywiście istnieje spora różnica w zakresie opieki nad dziećmi i odrabiania z nimi lekcji. To wyraźna domena kobiet.

Magda: To ciekawe, bo dla Polski ogółem te statystyki są odmienne: przeciętnie kobieta poświęca dwa razy więcej czasu w czynności domowe niż mężczyzna.

Krupska: Może zatem rodziny wielodzietne są wyjątkowo partnerskie.

Magda: Ale to jest zgodne z tym, co mówiłam: o ile kobieta przekona się przy pierwszym czy drugim dziecku, iż podział obowiązków działa, to łatwiej o następne dzieci. o ile zaś przy pierwszym dziecku absolutnie wszystko jest na jej głowie, powstaje mentalna bariera.

A czy dostrzegają Państwo jakieś istotne niezamierzone efekty uboczne programu 500+?

Magda: Wspomniałam już o negatywnym wpływie świadczenia 500+ na rynek pracy. Pewna część kobiet zrezygnowała z aktywności zawodowej, bo skalkulowały, iż im się to nie opłaca. Jest to absolutnie racjonalna decyzja. Według badań prowadzonych w Instytucie Badań Strukturalnych to zwłaszcza kobiety, które były bezrobotne i szukały pracy, zrezygnowały w drugiej połowie 2016 r. z dalszych poszukiwań. Dotyczy to kilkudziesięciu tysięcy kobiet, w dużej mierze słabiej wykształconych, które potencjalnie kilka były w stanie zarobić. Co ciekawe, to nie były matki najmniejszych dzieci, ale głównie kobiety z dziećmi już powyżej szóstego roku życia.

Bojanowska: Ale jest też druga strona medalu: jednoczesny wzrost wynagrodzeń wśród grupy osób z dość niskim wykształceniem, wykonujących różnego rodzaju prace proste, zwłaszcza w supermarketach. Ponieważ mamy w tej chwili najniższą od 26 lat stopę bezrobocia (za czerwiec: 7,1%) pracodawcy musieli podwyższyć płace dla tej grupy, aby zatrzymać ich w pracy

Ponadto uważam, iż zarzut o dezaktywizującym wpływie programu „Rodzina 500+” na kobiety nie znajduje potwierdzenia w faktach. Spada liczba kobiet biernych zawodowo. Według najnowszych danych BAEL w pierwszym kwartale br. liczba kobiet biernych zawodowo z powodów rodzinnych wyniosła 1,57 mln. To o ok. 30 tys. mniej w porównaniu z końcówką ubiegłego roku. Oznacza to, iż panie coraz częściej zamiast bierności zawodowej wybierają pracę.

Ubocznym, ale pozytywnycm efektem programu 500+ są także zmiany w systemie pomocy społecznej. Spada zwłaszcza liczba wypłacanych zasiłków okresowych i zasiłków celowych. Mimo iż świadczenie wychowawcze nie jest wliczane do kryterium pomocy społecznej, w związku z czym dane osoby przez cały czas mogłyby z zasiłków korzystać – sięgają po nie rzadziej. W 2016 r. liczba rodzin pobierających zasiłek okresowy spadła o 11%, co oznacza, iż z zasiłku skorzystało o 51 753 rodzin mniej, niż w 2015 r. W I kwartale 2017 r. liczba rodzin ogółem pobierająca zasiłek okresowy była niższa o 47 960 (spadek o 17%), zaś w przypadku rodzin z dziećmi liczba ta spadła o 39 625 (spadek o 31%) w stosunku do I kwartału 2016 r. W przypadku zasiłku celowego mamy spadek około 9% w skali roku (2016:2015), czyli świadczeniobiorców jest mniej o ponad 65 tysięcy rodzin.

Spadła też liczba dzieci korzystających z programu dożywiania. W 2016 r. z pomocy skorzystało ponad 130 tys. dzieci mniej niż w roku 2015, co oznacza 14% spadek. Rośnie natomiast, co pozytywne, liczba rodzin korzystających z pracy socjalnej, czyli specjalistycznego wsparcia. W 2016 r. wzrosła liczba rodzin o 4 742 w stosunku do 2015 r. objętych wyłącznie pracą socjalną.

Krupska: Rodziny z dziećmi zostały też dostrzeżone jako potężna grupa konsumencka. Bardzo wzrosła liczba podmiotów, które udzielają zniżek na Kartę Dużej Rodziny. Uznano, iż po prostu rodziny są dobrymi klientami. Pojawiły się też kampanie reklamowe związane z wielodzietnością, co ma bardzo duże znaczenie wizerunkowe, bo pozwala przełamywać pokutujący wciąż w Polsce stereotyp rodziny dużej jako rodziny patologicznej. Ale najważniejszym efektem tego programu jest, iż same rodziny czują się bardziej godne, docenione.

Szarfenberg: Zwróciłbym uwagę na jeszcze jeden efekt uboczny. Bardzo mnie zaskoczyło, kiedy o tym usłyszałem. Chodzi o powiązanie 500+ ze spadkiem przemocy w rodzinie. Okazało się, iż zmniejsza się poziom korzystania z domów samotnej matki. Kobiety, które wcześniej brały udział w projektach w ośrodkach pomocy społecznej, mówią, iż teraz świadczenie wychowawcze umożliwia im np. wyprowadzenie się od mężczyzny stosującego przemoc wobec nich czy dzieci.

Świadczenie, którym dysponuje kobieta, może zwiększać jej podmiotowość ekonomiczną. o ile jest ona na utrzymaniu mężczyzny, to jest bardziej skłonna znosić przemoc, bo nie ma innego wyjścia. Dlatego przedstawiałem choćby kiedyś pomysł, żeby świadczenie 500+ było przelewane tylko na specjalnie wydzielone konta kobiet. Takie rozwiązanie stosowane jest w krajach rozwijających się, co ma być wsparciem upodmiotowienia kobiet. Ta propozycja spotkała się jednak z licznymi krytykami, w tym z zarzutem dyskryminacji.

Oczywiście na przemoc w rodzinie wpływa wiele czynników, ale to spostrzeżenie wydaje mi się godne uwagi. Byłby to bardzo pozytywny skutek uboczny.

Bojanowska: Potwierdzam, iż mieliśmy takie sygnały z niektórych województw, iż wzrasta poczucie bezpieczeństwa finansowego kobiet żyjących w sytuacji przemocowej i zmienia się ich sytuacja. Zresztą pierwsze dane z tego zakresu potwierdzają te sygnały.

Ze sprawozdania z realizacji Krajowego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie na lata 2014-2020 za okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2016 r. wynika, iż ogólna liczba osób, co do których istnieje podejrzenie, iż są dotkniete przemocą w rodzinie spadła
o 5,86% (2015 r. – 97 501; 2016 r. – 91 789), w tym kobiet o 3,53% (2015 r. – 69 376; 2016 r. – 66 930); mężczyzn o 0,90% (2015 r. – 10 733; 2016 r. – 10 636), małoletnich o 18,22% (2015 r. – 17 392; 2016 r.– 14 223).

W 2016 r. zmniejszyła się również liczba sporządzonych formularzy „Niebieska Karta – A”: o 2525 w stosunku do 2015 r. (2016 – 97 224; 2015 – 99 749). Porównując odnotowane dane statystyczne do 2015 roku, zauważa się spadek w ogólnej liczbie osób, wobec których istnieje podejrzenie, iż stosują przemoc w rodzinie o 2,47% (2015 – 76 034; 2016 – 74 155).

Jak wynika ze sprawozdania MRPiPS, liczba rodzin korzystających z systemu pomocy społecznej, w których wystąpił problem przemocy, zmniejszyła się o 7% (z 18 838 rodzin w 2015 r. do 17 220 rodzin w 2016 r.).

Dyskusję prowadzili Zbigniew Nosowski i Marek Rymsza

Elżbieta Bojanowska – doktor socjologii, polityk społeczny. Podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej; adiunkt w Instytucie Socjologii na Wydziale Nauk Społecznych i Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Joanna Krupska – psycholog. Współzałożycielka Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”, od początku pełni funkcję prezesa Zarządu. Z Januszem Krupskim (zmarłym w 2010 r.) mają pięciu synów i dwie córki.

Iga Magda – doktor ekonomii, adiunkt w Katedrze Ekonomii I Szkoły Głównej Handlowej i wiceprezeska Instytutu Badań Strukturalnych. Prowadzi badania w obszarze rynku pracy i polityki rodzinnej.

Ryszard Szarfenberg – politolog, dr. hab., profesor Uniwersytetu Warszawskiego, kieruje Pracownią Pomocy i Integracji Społecznej w Instytucie Polityki Społecznej na Wydziale Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UW. Przewodniczący Rady Wykonawczej Polskiego Komitetu European Anti-Poverty Network.

Dyskusja ukazała się w kwartalniku „Więź” nr 3/2017

Idź do oryginalnego materiału